






















|
|

 |
Czy krakowska Unia nadal wierzy w Unię? |
 |
|
Podczas niedawnej konwencji w Krakowie działacze Unii Wolności zadali sobie pytanie: Czy partię należy rozwiązać i zbudować na jej bazie nowe ugrupowanie? W anonimowych ankietach niemal wszyscy odpowiedzieli, że Unia ma pozostać Unią
"Zostańmy sobą, róbmy swoje" - napisała jedna z osób.
"Łączenie się z innymi ugrupowaniami nie wyszło nam na zdrowie. Efektem tego był rozłam" - dodał ktoś inny.
Ankiety wypełniło ponad 50 osób. Rozwiązania Unii nikt nie brał pod uwagę. Zaledwie cztery osoby uznały, że można by budować większy blok centrowy, np. poprzez połączenie się z "nieskorumpowaną częścią PO, środowiskami gospodarczymi i organizacjami pozarządowymi".
Koniec płaczu
Konwencja Polski Południowej ma zapoczątkować "nowe otwarcie Unii". - Polityka jest jak sport. Jak ktoś wychodzi na ring i nie wierzy w sukces, przegrywa, zanim usłyszy gong - przekonywał Władysław Frasyniuk. - Jeśli nie będziemy mieć wiary, nie pomogą nam ani hasła, ani program.
Sportowa retoryka podobała się młodym działaczom. - Frasyniuk, który trenuje boks, nieraz mówił, że im silniejszy cios się otrzyma, tym wyżej trzeba trzymać głowę. Właśnie tak musimy robić - komentował Dariusz Odroń z Krakowa. Sam nie przestał wierzyć w Unię Wolności. - Przecież gdybym nie wierzył, nie spędzałbym soboty na tej konwencji - wyjaśnił.
Frasyniuk wie, co mówi, bo nie wszyscy są takimi optymistami. Jeszcze pół roku temu w "regionalnych dołach" zastanawiano się, czy po przegranych wyborach i odejściu z partii Tadeusza Mazowieckiego pod szyldem UW można jeszcze w polityce coś zrobić. Pesymiści przebąkiwali o nowej partii, optymiści o tym, że pod starym szyldem trzeba stworzyć coś zupełnie nowego. W wyborach samorządowych wielu wolało startować w komitetach o innych nazwach. Coś przełamało się podczas konwencji w Krakowie. O wymianie politycznej etykietki nikt już nie mówił. Czy Unia uwierzyła w Unię?
- Tego jeszcze nie wiem. Jedno jest pewne. Ludzie przestali się wreszcie wypłakiwać i próbują coś zrobić. Dawniej dominowało użalanie się nad sobą: dlaczego nikt nas nie chce, choć jesteśmy tacy wspaniali - tłumaczył Jerzy Meysztowicz, członek zarządu krajowego UW, były przewodniczący w Małopolsce.
Ludzie z różnych miast przyjechali na konwencję, by się upewnić, czy jest się jeszcze, o co bić. Myślę, że otrzymali odpowiedź twierdzącą. Tylko na jak długo tej energii starczy? Dobrze, że jest tylu młodych - mówił Bogusław Kośmider z Krakowa, unita z wieloletnim stażem.
Na poprawę nastrojów podczas konwencji bez wątpienia wpłynęły wyniki ostatnich sondaży, w których poparcie dla Unii, długo zastygłe na poziomie 3 proc., wreszcie skoczyło na 5-7 proc.
Punkty za kryzys
W ankiecie pytano też: Czy Unia Wolności jest Polsce potrzebna?. Odpowiedzi (wszystkie na tak): "Musi być ktoś, kto będzie mówił społeczeństwu prawdę", "liberalna partia jest Polsce potrzebna, bo konserwatystów różnych sztandarów jest już w naszym kraju zbyt wielu", "Polsce potrzebna jest racjonalna grupa w centrum, która będzie stabilizowała sytuację polityczną", " to partia uczciwych ludzi", "to jedyna partia, której zależy na budowie państwa", "Unia dysponuje ogromnym potencjałem intelektualnym, to ważne do sprawnego zarządzania państwem".
Na krakowskiej konwencji nie ukrywano, że na korzyść Unii działa kryzys obecnych elit władzy. Skala przekrętów i afer jest tak ogromna, że na tym tle my jesteśmy zupełnie w porządku. Ludzie przypomnieli sobie o nas, z życzliwością zerkają na tych, którzy stoją na uboczu - słyszało się w kuluarach.
Frasyniuk kilkakrotnie powtarzał, że nieuczestnictwo w "tym najgorszym od 1989 roku Sejmie" będzie atutem Unii w wyborach.
- Państwu grozi coraz większe osłabienie. Najbliższe lata rysują się dramatycznie. Konieczna jest głęboka reforma finansowo-budżetowa. U rządzących obserwujemy tymczasem strach przed podjęciem koniecznych kroków. Potrzebni są mądrzy ludzie, którzy potrafią bez panikowania i bez owijania w bawełnę mówić prawdę - przekonywał senator Andrzej Wielowieyski.
Unia chce zatem rozpocząć debatę o kryzysie państwa. Z ludźmi różnych środowisk, również z "nie-unitami" będzie rozmawiać o najważniejszych problemach państwa.
- Nie wiem, czy naszą wadą jest to, że my się uważamy za lepszych. My po prostu jesteśmy lepsi. Potrafiliśmy zdobyć się na odwagę, gdy budowano okrągły stół, mieliśmy odwagę być w kontraktowym parlamencie. To słowo uważane było za obraźliwe, dziś widać, że był to najbardziej odpowiedzialny parlament. Dziś też widać, że ten najwolniejszy premier, który miał ksywę "Żółw", był gepardem w porównaniu z następnymi. Teraz ludzie na nas patrzą, czy z naszej porażki się podniesiemy. Moim zdaniem podnosimy się z godnością - mówił Frasyniuk.
Powrót do zdradzonych
Szukając drogi powrotu na scenę polityczną, Unia po raz pierwszy jasno powiedziała, że nie musi reprezentować wszystkich, lecz chce bronić interesów własnych wyborców. - Unia Demokratyczna stworzyła ramy nowoczesnego państwa, nigdy jednak nie wprowadziła mechanizmów, które wspierałyby tych, którzy to państwo aktywnie tworzą. W polskim parlamencie zyskują interesy górników i hutników. Przegrywają interesy przedsiębiorców, nauczycieli, lekarzy. Te środowiska powinny mieć w nas reprezentację. Powinniśmy się przestać bać mówić: to są interesy naszego elektoratu - deklarował Władysław Frasyniuk.
- Walcząc o państwo, zmuszaliśmy nasz naturalny elektorat do wyrzeczeń, a nie potrafiliśmy mu wytłumaczyć przyczyn takiego postępowania - zgodził się z przewodniczącym Wiktor Osiatyński.
Liderzy partii podkreślali jednak, że Unia powinna kierować swój program do szeroko rozumianego podatnika. Frasyniuk: - Naszymi wyborcami mogą być na przykład robotnicy fizyczni w prywatnych firmach. Płacą podatki i mają inne interesy niż pracownicy kopalni czy hut, które generują straty.
Partia chce też powalczyć o głosy kobiet i młodych.
W dyskusjach o tożsamość Unii nie brakowało postulatów o zdefiniowaniu na nowo korzeni. - Jesteśmy zakładnikami swojej własnej historii. Nie może być tak, by społeczeństwo mówiło o nas: "To ci, którzy doprowadzili do tego, że czerwoni odżyli". To nieprawda - mówił Frasyniuk.
Ale odkrywanie na nowo historii nie wszystkim odpowiada. Piotr Niemczyk, sekretarz generalny UW: - Jak będziemy rozgrzebywać rany z przeszłości, to one będą się tylko jątrzyć. Młodym wyborcom pojęcie "grubej kreski" nie mówi wiele. Nie rozumiem problemów Unii z tożsamością. Historia pokazuje, że mieliśmy rację, choć po drodze przyklejano nam różne etykiety.
Kolor sukienki
Liderzy powiedzieli jasno i zdecydowanie: Unia jest jedyną w Polsce partią centrową. Na polskiej scenie politycznej nie widać na razie dla niej potencjalnych partnerów. - Nie powinniśmy dążyć do szybkich deklaracji politycznych - mówił Wiktor Osiatyński.
Nie ustały jednak dyskusje, do kogo Unii najbliżej i najdalej: do PO, SLD czy prezydenta Kwaśniewskiego. - Mówi się, że Kwaśniewski i Miller to dwa różne obozy. Dla mnie to nieprawda. Różnią się tylko tym, że jeden ma styl, a drugi nie. Nie mówię, że powinniśmy zbliżyć się do PO, ale tam i tak jest więcej bliskich nam ludzi niż na Ordynackiej - uważał Dariusz Odroń.
Olga Krzyżanowska nie miała wątpliwości: - Najdalej nam do SLD.
Jerzy Meysztowicz: - Ci, którzy zostali w Unii, raczej zgadzają się, że powinniśmy być partią centrową. A taka musi być otwarta i na prawo, i na lewo. Nie mówię o wchodzeniu w koalicje, ale o popieraniu rozsądnych pomysłów. Partia centrowa nie może być otwarta tylko na jedną stronę.
- Czy Unia ma być "różowo-liberalna" czy "brunatno-liberalna" - pytał jeden z młodych działaczy, nawołując do "nazywania rzeczy po imieniu".
Dla Frasyniuka te dyskusje miały jednak "charakter zastępczy": - Nie dyskutujmy o kolorze sukienki. Paradoks polskiej sceny politycznej polega na tym, że nie wiadomo, co znaczy lewica, a co znaczy prawica. Przecież lewica jest prawicowa gospodarczo. Przestańmy oszukiwać społeczeństwo, że są jakieś czytelne podziały - przekonywał. - Nie wartościujmy ludzi. Nie mówmy, że Kwaśniewski jest be, a Platforma Obywatelska cacy. Kwaśniewski niczym się nie różni, ani w sensie pozytywnym, ani negatywnym, od Andrzeja Olechowskiego. Nawet powiedziałbym, że był taki moment, w którym zrobił z PZPR przyzwoitą socjaldemokrację. A Olechowski był człowiekiem służb specjalnych.
Unia sama
Z dyskusji w Krakowie wynika jeszcze jedna konkluzja: do Parlamentu Europejskiego Unia wystartuje samodzielnie. - Musimy wyjść z cienia i iść sami. Mamy ludzi, z których jesteśmy dumni - mówiła Olga Krzyżanowska.
Według Frasyniuka Unia nie ma innego wyjścia. - Jako partia liberalno-demokratyczna jesteśmy wyjątkiem w Polsce. Jesteśmy też wpisani do liberalnej międzynarodowej, a skuteczność działania w parlamencie będzie zależeć od uczestnictwa w silnej frakcji.
Jest przekonany, że właśnie wybory do parlamentu UE uporządkują na nowo scenę polityczną w Polsce. Pośrodku zrobi się dla Unii więcej miejsca.
W kuluarach niepokój budziła jednak ponadpartyjna lista Aleksandra Kwaśniewskiego. - Być może z niej naszym ludziom byłoby łatwiej dostać się do Strasburga. Ale niewystawienie własnej listy to dla Unii śmierć polityczna - mówił jeden z polityków.
Podczas konwencji zapowiedziano, że samorządowe struktury partii wrócą do nazwy Unia Wolności. Krakowski radny Jan Okoński, szef klubu "Twoje Miasto", potwierdza, że rozmowy w tej sprawie już się rozpoczęły.
Wojsko walczy
W ankietach pytano też o powody trudnej sytuacji UW. Niemal wszyscy wskazali na nieskuteczność w przekonywaniu do własnego programu, brak reklamy oraz kojarzenie nazwisk osób związanych z Unią ze złą sytuacją w kraju. "Unii umiejętne przypisano wszystkie winy za niepowodzenia przeciwników (socjotechnika)" - skomentował ktoś krótko.
Co zrobić, by słupki poparcia jeszcze poszły w górę? Głos z ankiety: "odwoływać się do kilku podstawowych wartości: wolności, przyzwoitości, honoru, poczucia humoru", "dawać odpór populistycznej krytyce", "po pierwsze i po setne reprezentować przedsiębiorców", "odmłodzić kadrę i wyjść z zaklętego kręgu nazwisk", "znaleźć aktywnego menedżera, bo Unia jest mało słyszalna, prawie niema", "przedstawić wizję rozwoju gospodarki. To jest fundament, wielkie bezrobocie jest klęską w Polsce".
Konwencja Polski Południowej w Krakowie rozpoczęła cykl unijnych regionalnych spotkań. - Od dawna nie było takiego spotkania. Zorganizowaliśmy je, by ludzie powiedzieli, co myślą o przyszłości i programie partii. W ślad za nami poszły inne regiony - mówił Jan Okoński, przewodniczący UW w Małopolsce. Bogusław Kośmider dodał: - Dla mnie przesłanie tej konwencji jest jasne: oficerowie powiedzieli "Walczymy", więc wojsko idzie dalej.
Artykuł z Gazety Wyborczej w Krakowie
autorstwa Magdaleny Kursy,
ukazał się 26 września 2002.
|
|
 |